TL;DR Firma SML z Gdańska…

TL;DR Firma SML z Gdańska zrobi ci taki remont jakiego się nie spodziewałeś. Może nie najtaniej, ale jako tako. Wszystko to pod warunkiem, że masz dużo wolnego czasu i nie spieszy ci się z odbiorem. Brak kontaktu, ogrom niedoróbek i niedokładności. Remont 13 tygodniowy ciągnie się już 22 tydzień i to wciąż nie koniec. Nie polecam współpracy.

W połowie grudnia 2019 zdecydowałem się na skorzystanie z oferty wykończenia mieszkania pod klucz od firmy SML. Jest to biuro aranżacyjne, które z założenia zajmuje się kompleksową obsługą remontową począwszy od spotkania z architektem na którym konsultujemy i ustalamy projekt, aż po uprzątnięcie mieszkania na zakończenie prac. Brzmi świetnie, bo nie chciałem i nie miałem czasu aby samemu wszystkiego pilnować, szukać osobno stolarza, ekipy wykończeniowej i projektanta. Taki all-in-one gdzie płacisz trochę więcej, ale masz za to święty spokój i gwarancję, że wszystko zostanie wykonane profesjonalnie przez firmę nie-krzak która od lat jest na rynku i wie jak sprawić, aby klient był zadowolony.

Na początku roku postawiłem pierwsze kroki – spotkanie z architektem. Trzeba zaplanować swoje wymarzone lokum. Pierwszy zgrzyt to pomimo umówienia się na konkretną godzinę, zdążyłem wypić kawę zanim pojawił się odpowiedni pracownik. Pani zjawiła się delikatnie mówiąc nieprzygotowana. Rzuty mieszkania które przyniosła ze sobą dotyczyły zupełnie innej inwestycji, nie orientowała się gdzie trzymane są próbki materiałów (panele, płytki, fronty) – na szczęście na miejscu miała wsparcie w postaci innego pracownika. Sama współpraca z architektem nie trwała długo, poszło w miarę sprawnie. W między czasie pojawiły się problemy techniczne, bo próba kontaktu mejlowego kończyła się odrzuceniem z powodu pełnej skrzynki odbiorcy – na szczęście pozostawał telefon. Jak można mieć pełną skrzynkę pocztową, która służy do kontaktu z klientami?

Po ustaleniach z architektem pojawiła się oczywiście zmiana oryginalnej wyceny. Przeniesienie kilku punktów elektrycznych, przesunięcie grzejnika, rozbudowa kuchni o zabudowę wielostopniową. Normalka. Całkowity koszt dopłaty to 720 zł, bez dokładnej rozpiski który element ile mnie kosztuje. Tuż przed akceptacją projektu zamieniłem jeszcze miejscami lodówkę z piekarnikiem i wycena wywindowała do 2500 zł. Co? Prawie 1800 zł za swap? Dopytałem o szczegóły tej jakże kosztownej operacji. Okazało się, że poprzednia była błędna, bo każda zmiana była traktowana jakby była pojedyncza. Czyli chcę przenieść 6 kontaktów, a policzyli mnie na początku jak za 1. Tutaj już poprosiłem o szczegółową rozpiskę za co płacę, bo przestałem ufać w pełny profesjonalizm firmy. No cóż – błędy się zdarzają, ale to mega niesympatyczne uczucie, gdy dowiadujesz się że trzeba dopłacić grube pieniądze po tym jak przestawiłeś lodówkę w inne miejsce.

Pomimo początkowych problemów i tak uważam ten etap współpracy za najbardziej udany. Udało się go zamknąć w sensownym czasie, a błędy zdarzają się wszędzie. Nie ma powodów do paniki. Dnia 4 marca przekazałem firmie SML komplet kluczy, aby wykonali zaplanowane prace. Zgodnie z umową za 13 tygodni, więc 3 czerwca odbiorę gotowe mieszkanie i będę mógł się wprowadzać. Yhym, plan brzmi dobrze, gorzej z rzeczywistością.

W tym miejscu popełniam błąd krytyczny. Ufam wykonawcy i daje mu wolną rękę, aby wykonał swoją część zlecenia. Mamy przecież umowę, firma sprawdzona, nie ma się czego bać. Z perspektywy czasu wiem, że zachowałem się jak kretyn, ale przecież ja nie o tym. Dziwnym było to, że firma nie kontaktowała się ze mną w żadnej sprawie podczas swoich prac. Ale znaczyło to dla mnie tyle, że wszystko jest jasne i sami rozwiązują ewentualne problemy. Do tego ich właśnie wynająłem.

28 kwietnia wysłałem mejla z zapytaniem „jak idzie?”. Szło dobrze. „Prace idą bardzo dobrze, skończyliśmy układanie płytek w łazienkach, mieszkanie jest pomalowane, dzisiaj układana była podłoga”. Wow ekstra! A przy okazji dowiedziałem się, że z powodu koronawirusa wymienili mi wkładkę do drzwi i w sumie to nie mam jak się do niego dostać. W sensie mam jak – wrzucili jeden klucz do skrzynki na listy. Z tym, że klucz do skrzynki również mieli oni. Fuck logic. Umówiliśmy się na 6 maja na mieszkaniu abym odebrał klucz od pracownika, w tym samym dniu pracę rozpoczynał stolarz. STOLARZ.

Klucz odebrany, stolarza nie miałem okazji poznać bo akurat zwoził sprzęt do wykonania zabudowy. Pech, ale co mi zależy. Nie przyjechałem tam poznać nowego przyjaciela, tylko odebrać klucz i po raz pierwszy zobaczyć mieszkanie. Fakt – było nieźle. Panele położone, ściany pomalowane, płytki w łazience są. Ekstra, idzie dobrze. Bez problemu dokończą zabudowę, armatury, wstawią drzwi. Czerwiec jest mój! Zwłaszcza, że pracownik SML zapewnił, że prace na pewno zakończą się na czas, a może wyrobią się nawet wcześniej.

Termin się zbliża, kontaktu brak. Wtf? Jadę 7 czerwca zobaczyć co oni mi tam za niespodziankę szykują. Pełna ekscytacja, bo zakładam już że wszystko jest gotowe i po prostu muszą sprzątnąć w mieszkaniu. Noooo, nie zupełnie. Pojawiły się drzwi wewnętrzne i trochę listw przypodłogowych. TYLE. Nie ma żadnej zabudowy, syf w mieszkaniu. Uczucie które mi towarzyszyło tamtego dnia po otwarciu drzwi pamiętam jakby to było wczoraj. Pełna i niczym niezachwiana konsternacja. Mózg nie bardzo był w stanie przetworzyć co właśnie widzi. To jest koniec prac? Inaczej to sobie wyobrażałem. Miliony pytań bez odpowiedzi. Jako że była niedziela, odpuszczam kontakt telefoniczny – i tak by nikt nie odebrał – a w zamian skrobię mejla. Zresztą z mejlami jest o tyle lepiej, że teraz mam podkładkę co i kiedy dokładnie się działo. Praca uczy.

Ah, by zapomniał. Cofnijmy się jeszcze do 10 maja, gdy zachwycałem się w myślach nowym mieszkaniem. Podczas ponownej analizy projektu wyszło, że architekt przyjęła do wiadomości fakt, że chcę zmywarkę 60cm, ale w planie zabudowy założyła że 45cm wystarczy. Woot? Zmywarka 60 wejdzie w slot 45? Szybki mejl żeby to wyprostować i ograniczyć ilość strat w pracy stolarza, który przecież kilka dni temu zwoził swój sprzęt. 13 maja – friendly remainder. 14 maja – jest odpowiedź, trwają konsultację ze stolarzem. Sukces – aktualizujemy po prostu projekt i tyle. Ufff, dobrze że stolarz jeszcze nie zaczął prac bo byłoby słabo. Zastanawiam się jak by SML z tego wybrnął po fakcie.

Wracamy do głównej osi czasu. Już we wtorek (9 czerwca) mam odpowiedź odnośnie tego co dzieje się w mieszkaniu, czyli na dzień przed planowanym odbiorem. Przypominam, że NIKT nie kontaktował się ze mną wcześniej odnośnie tego, że może być poślizg i że pojawiły się jakiekolwiek problemy. ŻODYN. Z mejla wynika, że opóźnienie spowodowane jest tym, że zmieniłem układ mebli W TRAKCIE PRAC. Czaicie? W TRAKCIE PRAC. No i na dzień dzisiejszy to nie ma informacji kiedy stolarz skończy. COOOOO? Gula skacze, po 15 minutach odpisuję żebyśmy byli poważni i niech ustalą ze stolarzem kiedy ma zamiar skończyć. Pada wtedy cytat którego nie traktuję poważnie. „W chwili obecnej nie wiem czy spodziewać się odbioru na koniec czerwca, czy w połowie września.”. O ja, jestem prorokię. Na szczęście stolarz deklaruje że skończy do końca tygodnia. Dobra moja, poślizg nieduży. Chociaż mam pretensję do SML, że nie pilnują wykonawcy i nie dali znać wcześniej żebym się psychicznie i nie tylko przygotował na plan B.

Stolarz nie zrobił nic, praca stop. Limbo. Co robić? 20 czerwca (sobota), po ponownej weryfikacji, że nic na mieszkaniu się nie ruszyło postanawiam wystawić adekwatną opinię na Google i profilu na Facebooku. Mam po prostu tego dosyć. https://g.co/kgs/C9pFZF. Godzinę po wystawieniu otrzymuję telefon od SML z przeprosinami. Okazuje się, że stolarz który podobno 6 maja zwoził sprzęt do wykonania zabudowy jest wciąż nieosiągalny. Nie ma z nim żadnego kontaktu. Przecież był W TRAKCIE PRAW według poprzedni zapewnień? A SML w tym czasie czekał, aż się łaskawie pojawi i zrobi robotę? No cóż, szybkość reakcji jest na poziomie niezadowalającym. Swoją drogą to przy ustalaniu szczegółów umowy dopytałem dokładnie o to kto jest wykonawcą prac stolarskich abym mógł poczytać opinie, czy sprawdzić portfolio na stronie. Okazało się, że SML napisał mi jedno, a do prac stolarskich wzięli zupełnie innego wykonawcę. Dobrze, że większość rzeczy ustalam mejlowo, bo w innym wypadku nigdy bym tego nie zapamiętam i nie skojarzył faktu. Dostaję zapewnienie, że moje mieszkanie jest teraz ich priorytetem (wtf, wcześniej nie było?) i zrobią wszystko co w nich mocy, aby zamknąć sprawę.

23 czerwca otrzymałem mejla z wyznaczonym nowym terminem odbioru. 6 lipca. Przy okazji proponują odsetki za opóźnienie. Z mejla wynika, że nie mają wobec mnie zobowiązania finansowego, a jedynie o wykonanie prac, więc jest to ich dobra wola i generalnie to zgodnie z umową powinienem wezwać ich do zakończenia prac i odstąpić od umowy. Sporządziliby wtedy inwentaryzację i wycenę dotychczasowych prac w celu rozliczenia. O ja głupi, trzeba było tak zrobić to miałbym już współpracę z nimi zamkniętą. Z drugiej strony gdzie ja znajdę stolarza na już? Nie wróży to dobrze, gdy ma wolne terminy na zawołanie. Zgadzam się, proszę dowieźć projekt do 6 lipca.

Praca wre, albo nie. 2 lipca dostaję mejla, że odbiór 6 lipca jest nieaktualny. Stolarz dłużej czekał na materiały niż zakładał i dopiero dnia następnego rozpocznie montaż. Nie ma szansy żeby się wyrobił, więc przesuwamy termin na 8 lipca. Serio, specjalnie mnie to nie robi. 2 dni różnicy mnie nie zbawi. „Wziołem zarzudke”. Dzień po rozpoczęciu prac stolarskich jadę je zobaczyć na żywo. Nope. Nikogo tu nie było. Nie jestem już nawet specjalnie zaskoczony, przyzwyczaiłem się do mieszkania w obecnym stanie. Jesteśmy równo miesiąc po terminie odbioru, prace stolarskie stabilnie na poziomie zero.

HIT! Mejle do pracownika z którym korespondowałem odbijają mi informacją o urlopie. Nie ma problemu, każdy może pójść na urlop. Tylko co ja mam teraz? Czekam do nowego oficjalnego terminu odbioru. Jest! Przyszedł mejl od innego pracownika, że poszło zgodnie z planem i dzisiaj do godziny 19:00 „będą trwały końcowe prace i sprzątanie na Pana mieszkaniu”. Szacunek, to jednak koniec. Pojawia się propozycja żebym jeszcze dzisiaj przejrzał mieszkanie. No pewnie, że tak! Na miejscu jestem jakoś o 18. Sporo ludzi się kręci, domykają ostatnie szlify. Ha, nie! Stolarz nadal montuje kuchnię. Łazienka czeka na swoją kolej (tam też jest do zrobienia zabudowa). Ktoś naprawia ubytki w ścianach. Inni sprzątają. Dobrze że się dzieje, ale proponowanie tego terminu jako „sprawdź pan czy wszystko dobrze” to jakieś nieporozumienie. Co mam niby sprawdzić, skoro robię zdjęcie ubytku w ścianie, wracam po 15 minutach w to miejsce i jest już poprawione. Zabawa w kotka i myszkę. Pytam stolarza jak idzie praca. Okazuje się że siedzi do późna i jutro kończy. OK, w takim razie do jutra, a ja wysyłam mejla z uwagami (regulacja szafek, ubytki na ścianach, zniszczony próg do mieszkania, brak lustra w WC). Nie przykładam specjalnej uwagi do weryfikacji wszystkiego bo prace trwają i nie ma to żadnego sensu.

8 lipca, już sprzątamy

Dnia następnego dostaję potwierdzenie że dzisiaj już zakończą WSZYSTKIE prace, a to co opisałem w mejlu jest już zaadresowane. Jedynie próg do mieszkania jest niewymieniony, bo muszą zamówić nowy, ale to nie problem bo wymienią go bez wchodzenia do mieszkania. Ok. Jadę na mieszkanie ponownie około godziny 18. Stolarz dalej ma pełne ręce roboty, skończy jak zawsze … JUTRO. Poza tym widzę, że nie do końca zgłoszone rzeczy zostały zaadresowane – wielka dziura nad drzwiami w WC nadal aktualna. Robią ze mnie debila, przypominam o dziurze wykonawcy.

Kolejny dzień, 10 lipca. „Ściany zostały już pomalowane. Reszta prac też już została zakończona.”. Zostało im jedynie wymienić dwa fronty w kuchni bo uległy uszkodzeniu podczas montażu. Fajnie, przynajmniej w końcu sami zauważyli że można coś poprawić, bez pokazywania palcem usterki. Nie mam dzisiaj czasu, przyjadę jutro zweryfikować.

11 lipca, dziura w WC AKTUALNA. Nie wierzę w to co widzę. Zgłoszenie #3 na tą samą usterkę i jak mantrę powtarzają „tak, tak, już poprawione”. Ktoś tu ma chyba problemy z czytaniem, a nawet z interpretacją zdjęcia. Oglądam bardziej szczegółowo mieszkanie bo nikogo nie ma. Brakuje listwy przypodłogowej w korytarzu, łączenie listew jest na słowo honoru (DIY), otwory w meblach wyglądają jakby były wycinane nożem do masła, albo mini-piłką do drewna. Obszarpane, okropne. Nie ma tandemboxa pod zlewem (te wysuwane na kosze). Generalnie to nie mam już wrażenia, a 100% pewność, że firma ma mnie za ślepego idiotę.

11 lipca

Stawiam sprawę jasno i tłumaczę, że widzę wszystkie niedoróbki. Umawiamy się na OSTATECZNY termin odbioru wyznaczony na 17 lipca 15:30. Tym razem, nie przyjdę jednak sam. O nie! Wynajmuję fachowca od odbiorów z którym współpracowałem już przy odbiorze stanu deweloperskiego, bo wiem, że sam wszystkiego nie znajdę. W końcu dobry ruch z mojej strony, weź kolejnego fachowca do pomocy, bo sam nie ogarniesz.

Nadszedł dzień odbioru ostatecznego. 2 godziny z życia. Znalezione 32 usterki. W tym ogrom poprawek malarskich (halo dziuro w WC i nie tylko), stolarskie (brak blend, nierówna regulacja, LICZNE uszkodzenia w szafie i szafkach kuchennych), brak drążka w szafie, brak otworu w szafce aby podłączyć wodę do pralki (wtf), nieszczelna ścianka prysznicowa, sprzęt w kuchni jest wsunięty w zabudowę, ale się rusza, porysowana podłoga, zlicowanie szafy i jeszcze więcej. Spisany protokół, są podpisy, jest pieczątka inspektora budowlanego, tak że sam sobie tego nie wymyśliłem. Teraz mamy to na piśmie, wiadomo co poprawić. Czas na poprawki? Zakładane 2 tygodnie, czyli 31 lipca.

17 lipca

Mam ogrom pracy i innych spraw osobistych, nie jestem w stanie weryfikować w trakcie co się dzieje. Jadę na dzień przed odbiorem zobaczyć co się dzieje. Jest lepiej niż było, część uwag zaadresowana. ALE. Szafki w kuchni dalej są zmęczone życiem. Tu zaślepka, tam zaślepka. Tutaj śruba była, teraz śruba jest tam. Dziura zostaje. I tak w wielu miejscach. Pomyśleć i wymienić fronty które się zepsuło? Nieeeee, po co? Może klient nie zauważy tych dodatkowych dziur. ZAUWAŻYŁ. O fajnie, nadal dziura w WC. Jeszcze chwila i nadam jej imię.

30 lipca

Mamy 9 sierpnia. Mieszkanie nadal nie jest gotowe. Ponownie osoba odpowiedzialna za prowadzenie projektu poszła na urlop (hehe, ciągnie się ten nasz projekt), mam wyznaczone zastępstwo. Lista uwag powoli topnieje i z dobrych rzeczy jest to, że ciągle do przodu. Tylko co to za tempo? Gdzie kontakt ze strony wykonawcy? Gdzie profesjonalna postawa? Gdzie odpowiedzialność za to co się dzieje? Wieczne „jutro”, „za tydzień”, „w poniedziałek będzie” jest najzwyczajniej w świecie męczące. A jeszcze ostatnio dowiedziałem się że mikrofala do zabudowy nie jest do niej w żaden sposób przykręcana. Czaicie? Sprzęt do zabudowy włożony w otwór luzem. Jakie jest tłumaczenie? Brak otworów na śruby! No pewnie, nie widać ich jak się patrzy na wprost bo są ukryte na górze i dole panelu. Jest o tym mowa w instrukcji mikrofalówki, z obrazkami i w ogóle. Tylko po co to czytać, wiedzą swoje. A płyta indukcyjna? Też luzem! Wpuszczona w blat, ale wystarczy pchnąć palcem z jednej strony i z drugiej się wypycha. I tak wg. SML ma być bo łatwiej ją będzie wyciągnąć w razie awarii. Znowu pobranie instrukcji, obdzwonienie znajomych czy też tak mają – NIKT. U nikogo się nie rusza, ale u mnie powinna? Takich pereł mam więcej, ale już nie mam siły pisać. Załączam jeszcze album ze zdjęciami, aby każdy mógł zobaczyć jak firma SML mieszkania pod klucz traktuje swojego klienta i jaką uwagę przykłada do tego, aby obie strony umowy były zadowolone.

Prace wykończeniowe SML

PS. Na Facebooku nie zobaczycie już mojej recenzji, bo SML uznał że lepiej wyłączyć możliwość recenzowania. Po co inni mają wiedzieć? Niech dalej wierzą w ładne rendery, czy zdjęcia z realizacji. U mnie też bez problemu da się takie zrobić, nikt przecież nie robi zbliżenia na detale jak to wszystko wygląda.

PS2. Nie mam pojęcia skąd biorą się pozytywne komentarze o SML na takim Google. Zauważyłem jednak, że po tym jak wystawiłem swoją opinię to w ciągu miesiąca wskoczyły 4 inne – pozytywne. Próba wyrównania średniej ocen? Zagadka dla #csiwykop albo mam po prostu ogromnego pecha w tej kooperacji.

#gdansk #gdynia #sopot #trojmiasto #sml #mieszkanie #remont #mieszkania #zalesie #remontujzwykopem #recenzja #oszukujo #januszebiznesu #gownowpis